TELE@INFO
[Spis treści] TELEINFO nr 35/1999, 30 sierpnia 1999 r. [Strona główna]

O zgodności typografii z konstytucją

Adam Twardoch

Czy minister, redagując rozporządzenie, zapomniał zasięgnąć opinii fachowca?

W par. 3 ust. 3 rozporządzenia ministra zdrowia i opieki społecznej z 5 grudnia 1996 r. w sprawie treści, wzorów i sposobu umieszczania napisów ostrzegających przed szkodliwością używania tytoniu oraz informacji o zawartości substancji smolistych i nikotyny, a także w sprawie dopuszczalnej zawartości substancji szkodliwych w wyrobach tytoniowych i sposobu ustalania ich zawartości (Dz.U. z 13 grudnia 1996 r.) czytamy:

"Napis, o którym mowa w ust. 1, drukuje się w kolorze czarnym na białym tle lub w kolorze białym na czarnym tle, wielkimi literami (wersalikami), czcionką Avalon lub Arial o grubości stanowiącej 20-25 proc. jej wysokości".

Już z daleka widać, jak dużą ignorancję w sprawach typografii wykazali redagujący ten przepis (a przecież całość rozporządzenia ma z nią ścisły związek). Ani czcionka Avalon, ani czcionka Arial nie wyróżniają się niczym szczególnym spośród kilkudziesięciu tysięcy dostępnych krojów pisma - obydwie nie są znormalizowane.

Kosztowny towar

Fonty, czyli cyfrowa reprezentacja krojów pisma, są zwykle towarem dość drogim. Największe i najsłynniejsze domy typograficzne (Linotype, Monotype, Adobe, ITC) sprzedają fonty po kilkadziesiąt- kilkaset dolarów za sztukę, co ma oczywiście swoje uzasadnienie - zaprojektowanie kroju pisma wymaga zwykle od projektanta kilku miesięcy, a czasem i kilku lat wytężonej pracy, więc honoraria autorskie powinny być pokaźne.

Amerykańskie prawo autorskie (copyright) nie chroni jednak projektu kroju pisma, lecz tylko jego konkretną postać (a więc font, czyli konkretny plik komputerowy, na zasadach ochrony programów komputerowych). Natomiast prawo o znakach handlowych (trademarks) pozwala zarejestrować producentowi fontu jego nazwę.

A więc firmy takie jak ITC, Linotype, Monotype czy Berthold produkują fonty przedstawiające kroje pism oparte na projektach znanych typografów, opatrując je odpowiednimi nazwami, które zazwyczaj są zastrzeżone. Określone kroje mogą być sprzedawane pod tymi nazwami tylko przez firmy, które wykupią licencję u właściciela praw do danego kroju, który z kolei płaci projektantowi procent od sprzedanych egzemplarzy danego kroju.

Ponieważ jednak copyright nie chroni projektu kroju pisma (jako zbyt mało twórczego), każdy może sobie istniejący projekt zeskanować, zwektoryzować (ręcznie lub automatycznie) i sprzedawać jako swój, jednak pod inną nazwą. Takie regulacje panują w USA. Prawo europejskie jest nieco przychylniejsze dla projektantów krojów pism. W Holandii opisane powyżej praktyki są niedopuszczalne.

Slalomem przez prawo

Co ma to ma wspólnego z rozporządzeniem ministra zdrowia? Okazuje się, że niemało. Krój Arial został stworzony w roku 1982 przez Robina Nicholasa i Patricię Saunders w Monotype Type Drawing Office. Był odpowiedzią na Helvetikę, opracowaną w 1957 r. przez Maxa Miedingera dla szwajcarskiej odlewni czcionek Haas. Ponieważ właścicielem praw do znaku handlowego Helvetica jest Linotype, odwieczny konkurent Monotype'a, ten ostatni musiał stworzyć krój zbliżony wyglądem do Helvetiki. Arial różni się jednak od Helvetiki w szczegółach - Nicholas i Saunders nie chcieli wykonać plagiatu pisma Miedingera, gdyż, choć byłoby to dopuszczalne w myśl prawa amerykańskiego, projektanci naraziliby się na krytykę środowiska typograficznego. Powstał więc Arial. Nazwa ArialŽ jest dziś zastrzeżonym znakiem towarowym firmy Agfa Monotype.

Arial nie wyróżnia się jednak niczym szczególnym wśród innych tego typu krojów, tzw. grotesków (czyli pism bezszeryfowych). Ba, łatwo byłoby znaleźć alfabety wykazujące się dużo większą czytelnością, ot, choćby krój Frutiger, dzieło szwajcarskiego typografa Adriana Frutigera, zaprojektowany do użytku na szyldach informacyjnych na lotnisku Charlesa de Gaulle'a w Roissy pod Paryżem, czy też FF Info, krój berlińskich grafików Spiekermanna i Schäfera, przy tworzeniu którego również położono duży nacisk na wysoką czytelność.

Jedyną zaletą Ariala jest fakt, że font z tym krojem dostępny jest bezpłatnie z serwera Microsoftu oraz zawarty w oprogramowaniu sprzedawanym przez tę firmę (Microsoft Windows). Poza tym można go również nabyć u producenta - Agfa Monotype.

Z krojem Avalon jest jeszcze śmieszniej. Jest to prymitywna imitacja geometrycznego grotesku ITC Avant Garde Gothic, wykonana dawno temu przez firmę Corel.

ITC Avant Garde Gothic jest, podobnie jak Arial, groteskiem, a więc krojem pozbawionym tzw. szeryfów. Jest jednak groteskiem specyficznym, bazuje bowiem na formach geometrycznych (kołach i prostokątach), nie zaś na kaligrafii.

Pomysł na krój Avant Garde zrodził się w głowie amerykańskiego grafika Herba Lubalina 30 lat temu. Czasopismo "Avant Garde" zwróciło się do niego z prośbą o projekt winiety tytułowej. Winieta opracowana przez Lubalina, która stała się następnie prototypem kroju, osadzona była w geometrycznym w swej istocie stylu niemieckiego ruchu Bauhaus, święcącego triumfy w latach 20. naszego stulecia. W roku 1970 Herb Lubalin i Tom Carnase stworzyli cały alfabet, zaś cztery lata później Ed Benguiat powiększył rodzinę krojów Avant Garde o odmiany wąskie. Jak mówili sami projektanci, krój powstał z myślą o tytułach i krótkich, ozdobnych napisach. Krój wydany został przez firmę International Typeface Corporation pod nazwą ITC Avant Garde Gothic.

Metoda Corela

Corel jest firmą kanadyjską. Ładnych kilka lat temu rozpoczął prace nad programem ilustracyjnym Corel Draw! (w tamtych czasach w wersji 1.0 oczywiście). Aby zrobić furorę tym programem, firma wymyśliła, że będzie do niego dołączać dużą bibliotekę krojów pisma.

W związku z polityką cenową prowadzoną przez duże domy typograficzne Corela nie byłoby w żaden sposób stać na dołączenie 250 krojów pisma (tyle ich było na początku) do swojego programu.

Ponieważ jednak prawo amerykańskie nie chroni projektów krojów pisma, Corel "domowymi sposobami" dokonał digitalizacji licznych, najpopularniejszych krojów pisma, nadając im nazwy abstrakcyjne, neutralne (np. geograficzne), ale nieco chociaż przypominające nazwy oryginałów. Oczywiście autorzy krojów pism zeskanowanych przez firmę nie otrzymali żadnego honorarium.

Avalon jest przykładem tej praktyki. Ponieważ Avant Garde jest znakiem towarowym firmy ITC, Corel nazwał swoją imitację podobnie, ale wystarczająco odmiennie - Avalon. Jednak jakość techniczna fontu Avalon jest dużo gorsza niż oryginału ITC, a co za tym idzie i czytelność, dodatkowo osłabiona samym rysunkiem kroju (ozdobnym i trudno czytelnym z dużej odległości).

Podobnie jak w przypadku Ariala, również Avalon (a może raczej Avant Garde) nie wykazuje żadnych specjalnych cech, które mogłyby predestynować go do miana kroju, w którym obwieszczane są informacje urzędowe.

Co do dostępności kroju Avalon, tu sytuacja wygląda jeszcze gorzej niż w przypadku Ariala. Jedynym sposobem na legalne wejście w jego posiadanie jest zakup nie produkowanego już i przestarzałego pakietu Corel Draw! w wersji 1.0 do 3.0.

Od wersji 4.0 firma Corel wycofała z pakietu swoje karykaturalne fonty, zastępując je wysokiej jakości krojami firm ITC, Bitstream i URW. Avalon ustąpił więc miejsca prawdziwemu ITC Avant Garde Gothic. A działo się to na kilka lat przed wydaniem przez ministra zdrowia inkryminowanego rozporządzenia...

Bezmyślność czy premedytacja?

Wskazanie przez Ministerstwo Zdrowia kroju Avalon przypomina mi hipotetyczną sytuację, w której urząd ds. kultury fizycznej i sportu wydałby rozporządzenie nakazujące zawodnikom noszenie butów Abibas - nie dość, że wskazujące konkretną firmę, to jeszcze w dodatku żałośnie imitującą znanego producenta obuwia.

Ponieważ Avalon jest już praktycznie niedostępny (w sensie legalnego zakupu), projektantom pudełek papierosów pozostaje dziś stosowanie kroju Arial.

W moim pojęciu fakt narzucenia producentom wyrobów tytoniowych obowiązku użycia jednego z dwóch konkretnych krojów pisma pozwala wyciągnąć wniosek, że polski rząd w sposób skryty wspiera działalność Microsoftu i Agfa Monotype, gdyż - by zdobyć krój Arial - nie ma możliwości uniknięcia kontaktu z wymienionymi przedsiębiorstwami. Należy albo odwiedzić serwer WWW Microsoftu, albo nabyć system Windows, albo też kupić krój w Agfa Monotype, której jedynym przedstawicielem w Polsce jest warszawska firma Kentype.

Taka interpretacja pozwala podać w wątpliwość zgodność rozporządzenia ministra zdrowia z ustawą z 16 kwietnia 1993 r. o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji (a może i z konstytucją?).

Oczywiście dużo bardziej narzuca się inny wniosek: redagując typograficzne w swej naturze rozporządzenie, Pan Minister "zapomniał" zasięgnąć opinii fachowca, pośpiesznie notując na kolanie dwie pierwsze nazwy (obie na A) pojawiające się na liście dostępnych w zainstalowanym na komputerze swojej sekretarki Wordzie czcionek.

Dziwi nas to? Nie bardzo.

Copyright © TELEINFO. Wszystkie prawa zastrzeżone.